Życie w berlinie

Miłość (nie) od pierwszego wejrzenia

Przed przeprowadzką do Berlinia, byłam w tym mieście dokładnie trzy razy. Jednak nic nie wskazywało na to, że zwiążę z nim swoje życie. Wręcz przeciwnie. Wszystko zaczęło się od kilkudniowej wycieczki w czasie studiów, którą wspominam raczej negatywnie. Mogłoby się wydawać, że kwiecień to dobry miesiąc na całodniowe zwiedzanie. Niestety, Berlin postanowił wtedy pokazać swoje gorsze oblicze. Było zimno i codziennie padał deszcz. Ja oczywiście od razu się rozchorowałam, więc zapamiętałam to miejsce jako szare, ponure i odrażające.

Z czasem postanowiłam dać Berlinowi jeszcze jedną szansę i przyjechałam ponownie, tym razem wybierając gwarantowaną sierpniową pogodę. Moje uczucia znacznie się ociepliły. Spacerowałam wtedy przez miasto bez konkretnego celu, przyglądając się ludziom i zabytkom. Mam bardzo przyjemne wspomnienia z tego krótkiego wypadu. Mój chłopak, który wtedy tam mieszkał, pokazał mi swoje ulubione miejsca i chcąc nie chcąc także zaczęłam dostrzegać w nich piękno.

Jednak to nadal nie był moment, w którym poczułam, że to tu powinnam mieszkać. Nastąpił on jakieś pół roku później, gdy dostałam listę uniwersytetów w Niemczech, które mogłam wybrać na roczną wymianę zagraniczną w ramach mojego ostatniego roku studiów magisterskich. Na Uniwersytet Humboldtów (czołówka wśród niemieckich uniwersytetów) było tylko jedno miejsce. Nie wiem dlaczego, ale stwierdziłam, że to chyba miejsce dla mnie. Budynek uniwersytecki znajdujący się na jednej z głównych ulic Berlina zrobił na mnie duże wrażenie. Podjęłam więc decyzję.

W maju zeszłego roku wybraliśmy się na weekend w poszukiwaniu wymarzonego mieszkania. Po przeczytaniu artykułów w internecie, o tym jak ciężko dostać cokolwiek sensownego w stolicy, trochę się zmartwiłam, że się nie uda i skończę w akademiku. Obawy okazały się uzasadnione i nie było kolorowo, ale to historia na osobny post. Ostatecznie z pomocą najbliższych udało nam się znaleźć to, czego szukaliśmy.
Do dziś mieszkamy w tej kamienicy.

W dniu naszej przeprowadzki Berlin przywitał nas gorąco. I to dosłownie, bo panowały wtedy rekordowe temperatury, dochodzące do 40 stopni Celsjusza. Każdy kolejny dzień był wyjątkowy. Rozpoczęłam swoją dwumiesięczną praktykę w prywatnej szkole językowej, nawiązałam pierwsze znajomości, ale przede wszystkim pokochałam to szalone, kolorowe miasto.

Witam Was w moich skromnych progach!

 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *